Piękny
dzień, idealny na ślub. Wszystko jest takie jak chciałam. Wegańska sukienka z
folii, skromne dekoracje i mój ukochany przyjaciel.
Poprawiam
ostatni raz sukienkę i chwytam się taty pod ramię. W końcu stanę się
"Panią Picker". Nadal ciężko mi w to uwierzyć. Tyle razem
przeszliśmy, że w końcu nadszedł ten dzień. Po zaręczynach na koncercie Katy
Perry, zaczęliśmy wszystko planować.
Gdy
nadchodzi czas przysięgi, tym razem nie mylę imienia pana młodego.
-
Robbie, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności... - powtarzam
za kapłanem, a następnie nakładam pierścionek na palec ukochanego.
Robbie
wykonuję tę samą czynność, a następnie całujemy się. Zgromadzeni goście
zaczynają klaskać, a my jesteśmy szczęśliwi, że mamy siebie.
Po
uroczystej ceremonii jest czas na wesele. Nia kołysze w wózku swoje maleństwo,
które urodziło się miesiąc temu, a Nate czule im śpiewa. Są tacy szczęśliwi...
Moi rodzice też się cieszą. W końcu nie ma między nami żadnych tajemnic i
wszystko jest wspaniale.
Na
początku wesela Taylor i Justin przedstawiają przygotowany dla nas wiersz:
"Słońce zachodziło już po niebie,
Los Angeles we własnym żyło tempie.
Robbie tak czule obejmował Renę,
na ich tajemniczym zielonym terenie...
I dotykał tak intymnie...
I całował tak niezmiennie...
I kochał całym sercem,
nie chcąc od życia nic więcej.
A ona?
Tak przez niego tulona,
chciała aby każdy o niej mówił "Pickera
żona".
I troszczyła się o niego, mocno kochała,
szczęścia tylko przy nim zaznawała.
I jak w bajkach ich życie się toczyło,
nigdy nic źle się nie skończyło.
Razem zawsze, razem wiecznie,
tak powtarzają sobie od lat te zakochane
"gołębie"."
-
To było niesamowite. Dziękujemy. - odpowiadam za naszą dwójkę. Trzeba przyznać,
że naprawdę cudowny.
Przytulamy
się całą czwórką.
Potem
Nia i Nate oraz rodzice także mają dla nas niespodzianki. To piękne z ich
strony.
Wybija
północ. Spoglądam na Robbiego z miłością i ruszam z nim na środek pokroić tort.
Mogę się założyć, że to ulubiona część każdego wesela, na którą wszyscy
najbardziej czekają.
Gdy
cała ceremonia dobiega końca, jedziemy z Robbiem do naszego domu. Zamieszkałam
z nim od razu, gdy tylko wróciliśmy z Torrance do LA. Kładziemy się na łóżku i
uśmiechamy do siebie.
-
Pamiętasz jak obiecywałem Ci, że nie opuszczę Cię aż do ślubu? Teraz zmieniam
to i przyrzekam, iż nie opuszczę Cię aż do śmierci, a nawet i po. Kocham Cię,
Ty moja mała weganko. - czule mnie całuje.
-
Też Cię kocham i jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu jesteś tylko mój, a ja
tylko twoja. Tyle na to czekałam, aż w końcu nadszedł ten piękny dzień.
Dziękuję, że o nas walczyłeś. - muskam wargami jego usta.
Przy
Robbiem czuję się jak w bajce i właśnie tak jest. Pomimo wszelkich trudności,
następuje happy end. Piękna księżniczka w końcu bierze ślub ze swoim wymarzonym
księciem. Tak jak ukochany nazywa mnie księżniczką, on dla mnie jest księciem.
Jest najcenniejszy na świecie i tylko mój.
---
I właśnie tak kończy się to FF...
Długo nie pisałam notek, więc dziś przy Epilogu powiem kilka słów.
To FF pisałam dość krótko, ale jest jednym z najlepszych. Uwielbiam każdy jego wątek, każdego z bohaterów, a najbardziej to jak Robbie nazywa Renę "małą weganką".
Jeśli chodzi o wiersz... Napisałam go na koniec marca, także w wersji anglojęzycznej. Początkowo był oddzielną częścią mojej twórczości, ale gdy pisałam zakończenie tej historii czegoś mi brakowało i tym właśnie był ten wiersz.
Mam nadzieję, że blog się podobał i będziecie czytać kolejny - "Experiment" już od jutra.
XOXO
Wiki R5er