Czekam
pod ołtarzem na rozpoczęcie ceremonii. Rena idzie pod rękę z tatą, ale jej mina
nie wyraża radości, a raczej smutek. Ojciec podaje jej dłoń Ashtonowi, mówiąc
mu coś co zwykle ojciec panny młodej mówi. Duchowny rozpoczyna mszę. Zerkam co
chwilę na Nate'a, siedzącego wraz z moją rodziną. Robbie pojechał do Torrance,
gdyż wiedział, że nie da rady patrzeć na to wszystko. W sumie to go rozumiem.
Szczerze kocha Renę i to on na nią zasługuje. Mama Ana i tata Kenny wymieniają
porozumiewawcze spojrzenia, jakby bali się, że Re odwróci się w pewnej chwili i
ucieknie sprzed ołtarza. Ludzie z Modestu za to stoją uśmiechnięci od ucha do
ucha, zadowoleni iż doprowadzili do tego pomimo przeszkód.
Nadchodzi
moment przysięgi.
-
Powtarzaj za mną. - ksiądz zwraca się do mojej siostry.
Rena
niepewnie bierze pierścionek w jedną rękę, a drugą trzyma Ashtona. Duchowny
wypowiada krótkie sformułowanie szeptem, tak by zgromadzeni tego nie słyszeli.
-
Robbie, przyjmij tę obrączkę... - zaczyna, a Irwin spogląda na nią zaskoczony.
-
Ashton... - podpowiada jej Calum, aby się poprawiła, ale ona odwraca się i
nerwowo rozgląda.
-
Panno Lovelis, możemy kontynuować? - pyta zniecierpliwiony kapłan. Harry i
Richard z Modestu spoglądają na nią poirytowani.
-
Robbie... - wzdycha i kieruje wzrok na mnie. - Gdzie on jest? - pyta,
upuszczając złoty krążek.
-
Nie ma go. Wyjechał. - odpieram, a ona zdejmuje z palca pierścionek
zaręczynowy.
-
Muszę go znaleźć. - rzuca przedmiot i rusza biegiem w stronę wyjścia.
Rodzice
rzucają się za nią, a Richard podchodzi do mnie, podczas, gdy Harry idzie
powiedzieć coś do księdza.
-
Weźmiesz ślub z Calumem, teraz. - zarządza. - Ta kremowa sukienka świadkowej
pasuje. Zrobimy dziesięć minut przerwy i rozpocznie się ceremonia.
-
Nie! - sprzeciwia się Nate, stając tuż obok. - To moja żona! - cmoka mnie w
polik i przyciąga mocno. - Nie oddam jej i będę walczył jeśli zajdzie taka
potrzeba! - stawia się im.
-
Kochanie, spokojnie. - splatam palce naszych dłoni razem.
-
Zabić go! - zarządza, a ukochany rzuca się na niego z pięściami.
-
Spokój! To Dom Boży! - krzyczy ksiądz z ambony, ale oni dalej się biją.
Robi
mi się słabo, więc przysiadam na chwilę. Nie powinnam się stresować w takim
stanie, bo jeszcze coś stanie się dziecku. Oddycham powoli i głęboko, podczas,
gdy chłopaki z 5 Second Of Summer i służący do mszy lektorzy próbują ich
rozdzielić bez skutku.
-
Dość! - tata Kenny staje w drzwiach świątyni. - To koniec umowy między moimi
dziećmi, a Wami. - oznajmia i pewnym krokiem podchodzi bliżej. - Nate, lepiej
zajmij się Nią. - mówi mu spokojnie, więc Sais odpuszcza.
Kuca
przy mnie, chwytając moje dłonie w swoje.
-
Dzielny byłeś. - cmokam go w polik i biorę od Mirandy chusteczkę. Ocieram
mężowi krew z twarzy. - Możemy wyjść?
-
Tak. - zgadza się i bierze mnie za rękę.
Stajemy
przed kościołem i patrzymy na siebie w ciszy. Od teraz możemy swobodnie być
razem. Nikt już nas nie rozdzieli.
Nate jak się oburzył ;)
OdpowiedzUsuńAle to Kenny Enea rozwalił dziś system!
Pozdrawiam i czekam na next.