piątek, 9 czerwca 2017

12 - Robbie

Spoglądam na Renę leżącą na moim torsie. Tak bardzo nie chcę jej oddawać temu całemu Irwinowi. Kocham ją i powinna być na zawsze ze mną.
- See you lying next to me... - nucę jej do ucha fragment piosenki My Chemical Romance "Famous Last Words", a ona dotyka moich tatuaży.
- Jesteś cholernym romantykiem, wiesz? - odzywa się, gdy milknę.
- Tylko dla Ciebie, kochanie. - cmokam ją w polik i zerkam na zegar. - Pora się szykować.
- Nie chcę. - burczy pod nosem i lekko się podnosi.
Nasze spojrzenia się spotykają. Lovelis uśmiecha się delikatnie i wstaje z łóżka. Ubiera białą, koronkową bieliznę, podczas gdy ja ubieram się cały. Przeczesuję włosy i biorę z wieszaka jej suknię ślubną. Pomagam jej w ubraniu, a następnie jeszcze raz układam jej włosy i zakładam na głowę wianek. Re sama się maluje, a następnie prosi mnie o zapięcie butów. Gdy jest gotowa, robimy sobie zdjęcie w lustrze. Ja trzymam ją w pasie i cmokam w polik, a ona ma w dłoni kamerkę i patrzy na mnie z miłością. To będzie piękna pamiątka, którą po niej zachowam.

Wychodzimy o 15:30. Nia załatwiła z Modestem tak, iż ja odwiozę Renę do kościoła swoim własnym autem. Dziewczyna jeszcze nie wie, iż mam w bagażniku spakowane wszystkie swoje rzeczy i jadę do Torrance.
- Stresuję się... - zaczyna, nerwowo poprawiając pierścionek zaręczynowy.
- Nie masz czym. Będzie dobrze. A o mnie się nie martw. - odpieram i zatrzymuję samochód przed świątynią.
Wysiadam pierwszy, a następnie pomagam Renie. Czekam z nią dopóki limuzyną nie przyjeżdża jej rodzina. Wtedy też zjawia się Ashton. Goście zajmują miejsca w ławkach, Nia i Calum te przeznaczone dla świadków, a Irwin staje przy ołtarzu. Dzwony kościelne wybijają godzinę 4PM, a organista zaczyna grać marsz weselny. Re posyła mi ostatnie spojrzenie i rusza pod ramię z ojcem w stronę pana młodego. Wsiadam do samochodu i odjeżdżam. Dotrzymałem słowa i nie opuściłem jej aż do ślubu. Po drodze przed wjazdem na autostradę robię sobie krótki postój na stacji z dwóch powodów: nie umiem już dłużej powstrzymywać łez, a samochód wymaga zatankowania. Gdy bak jest pełen, parkuję z boku i uderzam ze złością w kierownicę. Już nigdy więcej nie zobaczę Reny, a to tak strasznie boli. Pokochałem ją całym sercem, lecz ten głupi Modest stanął na naszej drodze do szczęścia.

1 komentarz:

  1. Żal mi Robbiego - to taki uczciwy chłopak...
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń