Spoglądam
na Renę leżącą na moim torsie. Tak bardzo nie chcę jej oddawać temu całemu
Irwinowi. Kocham ją i powinna być na zawsze ze mną.
-
See you lying next to me... - nucę
jej do ucha fragment piosenki My Chemical Romance "Famous Last Words", a ona dotyka moich tatuaży.
-
Jesteś cholernym romantykiem, wiesz? - odzywa się, gdy milknę.
-
Tylko dla Ciebie, kochanie. - cmokam ją w polik i zerkam na zegar. - Pora się
szykować.
-
Nie chcę. - burczy pod nosem i lekko się podnosi.
Nasze
spojrzenia się spotykają. Lovelis uśmiecha się delikatnie i wstaje z łóżka.
Ubiera białą, koronkową bieliznę, podczas gdy ja ubieram się cały. Przeczesuję
włosy i biorę z wieszaka jej suknię ślubną. Pomagam jej w ubraniu, a następnie
jeszcze raz układam jej włosy i zakładam na głowę wianek. Re sama się maluje, a
następnie prosi mnie o zapięcie butów. Gdy jest gotowa, robimy sobie zdjęcie w
lustrze. Ja trzymam ją w pasie i cmokam w polik, a ona ma w dłoni kamerkę i
patrzy na mnie z miłością. To będzie piękna pamiątka, którą po niej zachowam.
Wychodzimy
o 15:30. Nia załatwiła z Modestem tak, iż ja odwiozę Renę do kościoła swoim
własnym autem. Dziewczyna jeszcze nie wie, iż mam w bagażniku spakowane
wszystkie swoje rzeczy i jadę do Torrance.
-
Stresuję się... - zaczyna, nerwowo poprawiając pierścionek zaręczynowy.
-
Nie masz czym. Będzie dobrze. A o mnie się nie martw. - odpieram i zatrzymuję
samochód przed świątynią.
Wysiadam
pierwszy, a następnie pomagam Renie. Czekam z nią dopóki limuzyną nie
przyjeżdża jej rodzina. Wtedy też zjawia się Ashton. Goście zajmują miejsca w
ławkach, Nia i Calum te przeznaczone dla świadków, a Irwin staje przy ołtarzu.
Dzwony kościelne wybijają godzinę 4PM, a organista zaczyna grać marsz weselny.
Re posyła mi ostatnie spojrzenie i rusza pod ramię z ojcem w stronę pana
młodego. Wsiadam do samochodu i odjeżdżam. Dotrzymałem słowa i nie opuściłem
jej aż do ślubu. Po drodze przed wjazdem na autostradę robię sobie krótki postój
na stacji z dwóch powodów: nie umiem już dłużej powstrzymywać łez, a samochód
wymaga zatankowania. Gdy bak jest pełen, parkuję z boku i uderzam ze złością w
kierownicę. Już nigdy więcej nie zobaczę Reny, a to tak strasznie boli.
Pokochałem ją całym sercem, lecz ten głupi Modest stanął na naszej drodze do
szczęścia.
Żal mi Robbiego - to taki uczciwy chłopak...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam na next.