Po
posiłku ubieram się i idę odnieść naczynia do kuchni. W przygotowaniach pomaga
mi Robbie. Uczesanie to jego zadanie.
-
Będziesz ślicznie wyglądać. - stwierdza i odkłada na bok grzebień. - Poradzisz
sobie sama z make-upem? - pyta, a ja mu przytakuję. - To... Ja jadę odebrać
twoją suknię. - cmoka mnie w polik i wychodzi.
Gdy
tylko zamykają się za nim drzwi, po moich policzkach spływają pojedyncze łzy.
Od dziś będziemy daleko od siebie. Nagle słyszę pukanie do drzwi.
-
Mogę? - Nia zagląda do środka.
-
Pewnie. - ocieram poliki brzegiem dłoni.
-
Słuchaj, mama prosiła, abyś przyszła na chwilę do kuchni. Podobno pilna sprawa.
- oznajmia i znika za drzwiami.
Schodzę
do wskazanego pomieszczenia i dostrzegam tam Ashtona.
-
Jest sprawa. - zaczyna chłopak.
-
Ja jej powiem. - matka Ana przerywa mu. - Musisz powiedzieć Robbiemu, jak
wróci, że pora na niego. Modest tak narzucił. - wyjaśnia.
-
Co? Nigdy. Tylko on mi dziś pomaga. - sprzeciwiam się.
-
A chcesz płacić Modestowi? - Irwin spogląda na mnie poirytowany. Jego przyszła
żona upiera się, że jej najlepszy przyjaciel zostaje. Przyjaciel, który nawet
nie został zaproszony na ślub.
-
Mogę. Robbie jest dla mnie ważny. Po jego wyjściu, więcej go nie zobaczę, więc
co Wam szkodzi? - odpieram i odwracam się od nich.
-
Słońce, bądź grzeczna. Nie chcemy problemów. - mama kładzie mi rękę na
ramieniu, którą od razu strącam.
-
Coś jeszcze? Jak nie, to ja już idę. Muszę się pomalować. - rzucam i znów
znikam w swoim pokoju.
Pół
godziny później wraca Picker z sukienką.
-
Sorry, że tak długo, ale jak zwykle były korki. - oznajmia od wejścia i kładzie
rzecz na łóżku. - Pora się ubierać.
-
Racja. - zgadzam się z nim i zdejmuję bluzkę, pod którą nie mam nic. -
Pomożesz? - podnoszę biustonosz i macham nim do chłopaka.
-
Tobie? Zawsze. - odpiera i podchodzi do mnie.
Czuję
jego oddech na mojej szyi i dłonie, które kładzie na moim ciele. Przeszkadza
zamiast pomagać.
-
Robbie, wiesz, że to jest takie unholy? - śmieję się do niego.
-
Ale chcesz tego. - odpowiada i kieruje się ze mną w stronę łóżka. Odwraca mnie
twarzą do siebie i zaczyna całować. - Jest jeszcze sporo czasu, kochanie. Niech
to będzie ostatni raz nim staniesz się "Panią Irwin". - maluje w
powietrzu niewidzialny cudzysłów i pcha mnie na miękkie pościele.
Mam
do niego cholerną słabość. Szybkim ruchem pozbywamy się ubrań, nie przerywając
namiętnych pocałunków.
-
Kocham Cię. - szeptam mu do ucha.
Chcę,
aby to wiedział. Pomimo iż będziemy od siebie daleko, chcę by miał mnie w
sercu. Próbowałam wykręcić się od ślubu, ale niestety nie udało się. Modest ma
zbyt wielką władzę nade mną.
-
A ja Ciebie, moja mała weganko. - odpowiada i schodzi z pocałunkami coraz niżej
po szyi, aż do biustu.
To
takie strasznie nieświęte. Teraz jestem z nim, a za kilka godzin będę w białej
sukni przyjmowała sakramenty małżeństwa i Eucharystii. Czy to właściwe?
Nie bierz tego ślubu Re!
OdpowiedzUsuńAkcja coraz bardziej się rozkręca.
Pozdrawiam i czekam na next.