Taylor
poprosiła mnie, abym wystąpił dla Reny na jej wieczorze panieńskim. Zgodziłem
się, bo kocham Re, a Tay jest moją dobrą znajomą. Razem z Palumbo gramy w
zespole z Natem i Justinem.
Parkuję
samochód pod domem basistki i wchodzę do środka. Od razu uderza we mnie fala
głośnej muzyki.
Na
podłodze leżą puste butelki po szampanie, w pustym wazonie wrzucone są sztuczne
ognie.
-
A oto i największa niespodzianka! - Tay z wielką radością klaszcze w dłonie.
-
Cześć wszystkim! - witam się z nimi, a potem ściskam każdą po kolei.
Wskakuję
na stół, podczas gdy Nia zmienia muzykę na tą co ustaliliśmy.
-
Specjalnie dla Ciebie gorący występ Robbiego Pickera! - krzyczy Miranda,
nakładając na głowę Reny opaskę z różkami diabła.
Trzeba
przyznać, że pasuje w nich Lovelis. Jest takim małym diabełkiem. Z jednej
strony udaje grzeczną, posłuszną dziewczynę, a z drugiej grzeszy ze mną.
Po
występie siedzimy jeszcze przez chwilę wszyscy w salonie Palumbo i jemy pizzę.
Impreza
kończy się dopiero po drugiej w nocy. Zabieram Renę do jej domu i po cichu
znoszę ją sypialni. Jest totalnie pijana. Po raz pierwszy widzę, aby panna
młoda na dzień przed aż tak się upiła. Będzie miała niezłego kaca rano i
zapewne będzie niewiele pamiętała. Kładę się z nią na łóżku, a ona wtula się we
mnie mrucząc coś niezrozumiale.
-
Nie zostawiaj mnie, Robbie kochanie. - ściska mnie mocno w pasie.
-
Nie zostawię. Kocham Cię, Re. - cmokam ją w czoło i obejmuję ramieniem.
Gdy
zasypia, długo jeszcze wpatruję się w sufit. Nie mogę pogodzić się z tym, iż
już jutro stanie się żoną Ashtona. Nie chcę tego. Zerkam na moją małą wegankę i
widząc uśmiech na jej ustach, sam się uśmiecham. Wtulam nos w jej włosy i po
kilku minutach pogrążam się we śnie.
Z
samego rana wstaję i idę przygotować Re śniadanie. Pożywny wegański posiłek,
sok jabłkowy i tabletka na kaca. Zabieram wszystko i czekam przy niej aż się
obudzi. Nie mam serca jej budzić, jest taka słodziutka. Ashton nie zasługuje na
taki skarb, to pewne.
-
Dzień dobry. - przeciąga się na łóżku i spogląda na mnie.
-
Dzień dobry. - cmokam ją w polik i przysuwam do niej tacę.
-
Głowa mnie boli... Nie chcę. - kręci głową.
-
To pomoże. - wskazuję na tabletkę. - Poczekasz piętnaście minut i będzie
lepiej. A zjeść musisz. Dziś ważny dzień. - odpieram i obejmuję ją.
Troszczenie
się o tą małą wegankę to moje ulubione zajęcie.
Robbie jest taki słodki i opiekuńczy, że zastanawiam się czy napewno hetero ...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next.