środa, 7 czerwca 2017

10 - Robbie

Taylor poprosiła mnie, abym wystąpił dla Reny na jej wieczorze panieńskim. Zgodziłem się, bo kocham Re, a Tay jest moją dobrą znajomą. Razem z Palumbo gramy w zespole z Natem i Justinem.
Parkuję samochód pod domem basistki i wchodzę do środka. Od razu uderza we mnie fala głośnej muzyki.
Na podłodze leżą puste butelki po szampanie, w pustym wazonie wrzucone są sztuczne ognie.
- A oto i największa niespodzianka! - Tay z wielką radością klaszcze w dłonie.
- Cześć wszystkim! - witam się z nimi, a potem ściskam każdą po kolei.
Wskakuję na stół, podczas gdy Nia zmienia muzykę na tą co ustaliliśmy.
- Specjalnie dla Ciebie gorący występ Robbiego Pickera! - krzyczy Miranda, nakładając na głowę Reny opaskę z różkami diabła.
Trzeba przyznać, że pasuje w nich Lovelis. Jest takim małym diabełkiem. Z jednej strony udaje grzeczną, posłuszną dziewczynę, a z drugiej grzeszy ze mną.

Po występie siedzimy jeszcze przez chwilę wszyscy w salonie Palumbo i jemy pizzę.
Impreza kończy się dopiero po drugiej w nocy. Zabieram Renę do jej domu i po cichu znoszę ją sypialni. Jest totalnie pijana. Po raz pierwszy widzę, aby panna młoda na dzień przed aż tak się upiła. Będzie miała niezłego kaca rano i zapewne będzie niewiele pamiętała. Kładę się z nią na łóżku, a ona wtula się we mnie mrucząc coś niezrozumiale.
- Nie zostawiaj mnie, Robbie kochanie. - ściska mnie mocno w pasie.
- Nie zostawię. Kocham Cię, Re. - cmokam ją w czoło i obejmuję ramieniem.
Gdy zasypia, długo jeszcze wpatruję się w sufit. Nie mogę pogodzić się z tym, iż już jutro stanie się żoną Ashtona. Nie chcę tego. Zerkam na moją małą wegankę i widząc uśmiech na jej ustach, sam się uśmiecham. Wtulam nos w jej włosy i po kilku minutach pogrążam się we śnie.

Z samego rana wstaję i idę przygotować Re śniadanie. Pożywny wegański posiłek, sok jabłkowy i tabletka na kaca. Zabieram wszystko i czekam przy niej aż się obudzi. Nie mam serca jej budzić, jest taka słodziutka. Ashton nie zasługuje na taki skarb, to pewne.
- Dzień dobry. - przeciąga się na łóżku i spogląda na mnie.
- Dzień dobry. - cmokam ją w polik i przysuwam do niej tacę.
- Głowa mnie boli... Nie chcę. - kręci głową.
- To pomoże. - wskazuję na tabletkę. - Poczekasz piętnaście minut i będzie lepiej. A zjeść musisz. Dziś ważny dzień. - odpieram i obejmuję ją.
Troszczenie się o tą małą wegankę to moje ulubione zajęcie.

1 komentarz:

  1. Robbie jest taki słodki i opiekuńczy, że zastanawiam się czy napewno hetero ...
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń