wtorek, 6 czerwca 2017

9 - Rena

Piątek wieczór przed ślubem udajemy się z dziewczynami do klubu. Nia, Miranda i Taylor przygotowały dla mnie wieczór panieński. Oczywiście Modest kazał przyjść także Arzaleyi, Crystal i Alexie.
- Przeżyjesz to, spokojnie. - pociesza mnie Ni i zamawia u barmana cztery drinki z mango.
- Chyba... - wzdycham i rozglądam się po klubie.
Dziś wieczorem gra DJ Ryland. Coś tam o nim kiedyś słyszałam, ale nigdy nie miałam okazji być na imprezie, gdzie on gra.
- Chodźcie na parkiet! - woła Taylor i zeskakuje ze stołka.
Ruszam za nią ze swoją szklanką. To ostatni wieczór, aby się wyszaleć. Tańczymy w tłumie obcych nam ludzi, śpiewając puszczane piosenki i ciągle się śmiejemy.
- Nie zapomnisz tej nocy! Mamy fantastyczną niespodziankę! - próbuje przekrzyczeć muzykę.
- Już się nie mogę doczekać! - odpowiadam jej i poprawiam zsuwające się ramiączko od sukienki. Krótka, czarna i obcisła. Idealna na wieczór panieński.
- Ale to po północy! A teraz skoro noc jeszcze młoda...! Chodź! Trzeba zaszaleć w tę ostatnią noc jako panna! - chwyta mnie za rękę i ciągnie do baru.

Około dwudziestej trzeciej jedziemy taksówką do domu Palumbo. Tam podobno czeka moja niespodzianka.
- Zamknij oczy. - zarządza Miranda, a Nia prowadzi mnie gdzieś.
Zatrzymujemy się i wtedy mogę spojrzeć. Na środku stoi wielki tort, a na stoliku jest kilka butelek szampana i zimne ognie.
- Zorganizujemy coś w rodzaju nowego roku! - woła z entuzjazmem Tay i przynosi z kuchni nóż. - Zacznijmy od zjedzenia tego apetycznego wegańskiego tortu z białą wegańską czekoladą! - podaje mi sztuciec.
Ostrożnie zaczynam kroić ciasto i nakładać na talerze. Palumbo przesadziła z tak dużym tortem na nas cztery, zwłaszcza dzień przed ślubem.

Gdy na zegarze wybija północ Nia i Miranda odpalają zimne ognie, a ja z Tay otwieram szampany. Po jednym na osobę. Coś czuję, że może być kiepsko ze mną podczas ceremonii.
Balujemy w najlepsze, aż nagle otwierają się drzwi, a w nich staje Robbie.
- A oto i największa niespodzianka! - Taylor z radością klaszcze w dłonie.
Robbie wita się z nami, a potem wchodzi na stół. Nia przełącza muzykę.
- Specjalnie dla Ciebie gorący występ Robbiego Pickera! - krzyczy Mir i nakłada mi na głowę rożki diabła.
Trzeba przyznać, że są pomysłowe, ale i szalone jednocześnie.

1 komentarz:

  1. Gorący Robbie Pickerrr hehe :D
    Pozdrawiam i czekam co dalej.
    Chyba ślub będzie nieważny po pijaku ;)

    OdpowiedzUsuń