Otwieram
oczy i spoglądam na śpiącą w mych ramionach Renę. Wczorajszy dzień był
niesamowity. Wyznała mi miłość. Cmokam ją w czoło i schodzę do kuchni, aby
przygotować śniadanko dla niej. Jest dla mnie całym światem.
-
Robbie... Zrobiłeś śniadanie, kochanie? - ta mała weganka przytula się do moich
pleców akurat, gdy miałem zamiar iść do niej z tacą.
-
Specjalnie dla Ciebie. - muskam jej wargi. Lubię to, że jest taka malutka. Przynajmniej
mam pretekst, aby złapać ją za pośladki.
-
Jesteś cudowny. - całuje mnie w polik i siada przy stole.
Jemy
posiłek dyskutując żywo. Od wczoraj nic nie jest takie samo.
-
Słońce, chciałbym, abyś zostawiła Ashtona i była tylko ze mną, ale wiem, że to
niemożliwe, więc po ślubie usunę się z waszego życia. Tak bardzo mi zależy, że
odpuszczę. Odpuszczę, aby Cię chronić, najdroższa. - czule gładzę jej dłoń.
-
Nie chcę. Chcę, abyś był obok i zawsze tylko mój. - dotyka dłonią mojej twarzy.
- Kocham Cię i zrobię wszystko, abyśmy mogli być razem. - złącza nasze usta w
długim pocałunku.
Jestem
pewien, że to zrobi. O miłość trzeba walczyć.
Przez
następne dni spotykamy się potajemnie. Nigdy nie chciałem, być czyimś
kochankiem, ale tylko tak mogę mieć ją blisko.
-
Poćwiczysz ze mną przysięgę? - pyta, wlepiając we mnie wzrok.
-
Dobrze. - staję naprzeciwko niej. - Ty zacznij.
-
Robbie... - wypowiada kolejne słowa, trzymając moją dłoń.
-
Reno... - powtarzam formułkę. - I nie opuszczę Cię aż do ślubu. - dodaję od siebie,
a dziewczyna parska śmiechem. - No co, dałem Ci takie słowo.
-
No tak, ale mylisz mnie. - zakłada ręce na piersi. - Jeszcze raz. - zarządza i
z tego razu robi się kolejne dziesięć.
Uwielbiam
ją, tę małą wegankę. Wszystko musi być idealnie w jej świecie, więc i to będzie
ćwiczyć i ćwiczyć, a pewnie i tak sprzed ołtarza ucieknie.
Robbie jest taki zabawny! Nie sposób go nie lubić :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam co tam dalej się zadzieje.