czwartek, 8 czerwca 2017

11 - Rena

Po posiłku ubieram się i idę odnieść naczynia do kuchni. W przygotowaniach pomaga mi Robbie. Uczesanie to jego zadanie.
- Będziesz ślicznie wyglądać. - stwierdza i odkłada na bok grzebień. - Poradzisz sobie sama z make-upem? - pyta, a ja mu przytakuję. - To... Ja jadę odebrać twoją suknię. - cmoka mnie w polik i wychodzi.
Gdy tylko zamykają się za nim drzwi, po moich policzkach spływają pojedyncze łzy. Od dziś będziemy daleko od siebie. Nagle słyszę pukanie do drzwi.
- Mogę? - Nia zagląda do środka.
- Pewnie. - ocieram poliki brzegiem dłoni.
- Słuchaj, mama prosiła, abyś przyszła na chwilę do kuchni. Podobno pilna sprawa. - oznajmia i znika za drzwiami.
Schodzę do wskazanego pomieszczenia i dostrzegam tam Ashtona.
- Jest sprawa. - zaczyna chłopak.
- Ja jej powiem. - matka Ana przerywa mu. - Musisz powiedzieć Robbiemu, jak wróci, że pora na niego. Modest tak narzucił. - wyjaśnia.
- Co? Nigdy. Tylko on mi dziś pomaga. - sprzeciwiam się.
- A chcesz płacić Modestowi? - Irwin spogląda na mnie poirytowany. Jego przyszła żona upiera się, że jej najlepszy przyjaciel zostaje. Przyjaciel, który nawet nie został zaproszony na ślub.
- Mogę. Robbie jest dla mnie ważny. Po jego wyjściu, więcej go nie zobaczę, więc co Wam szkodzi? - odpieram i odwracam się od nich.
- Słońce, bądź grzeczna. Nie chcemy problemów. - mama kładzie mi rękę na ramieniu, którą od razu strącam.
- Coś jeszcze? Jak nie, to ja już idę. Muszę się pomalować. - rzucam i znów znikam w swoim pokoju.

Pół godziny później wraca Picker z sukienką.
- Sorry, że tak długo, ale jak zwykle były korki. - oznajmia od wejścia i kładzie rzecz na łóżku. - Pora się ubierać.
- Racja. - zgadzam się z nim i zdejmuję bluzkę, pod którą nie mam nic. - Pomożesz? - podnoszę biustonosz i macham nim do chłopaka.
- Tobie? Zawsze. - odpiera i podchodzi do mnie.
Czuję jego oddech na mojej szyi i dłonie, które kładzie na moim ciele. Przeszkadza zamiast pomagać.
- Robbie, wiesz, że to jest takie unholy? - śmieję się do niego.
- Ale chcesz tego. - odpowiada i kieruje się ze mną w stronę łóżka. Odwraca mnie twarzą do siebie i zaczyna całować. - Jest jeszcze sporo czasu, kochanie. Niech to będzie ostatni raz nim staniesz się "Panią Irwin". - maluje w powietrzu niewidzialny cudzysłów i pcha mnie na miękkie pościele.
Mam do niego cholerną słabość. Szybkim ruchem pozbywamy się ubrań, nie przerywając namiętnych pocałunków.
- Kocham Cię. - szeptam mu do ucha.
Chcę, aby to wiedział. Pomimo iż będziemy od siebie daleko, chcę by miał mnie w sercu. Próbowałam wykręcić się od ślubu, ale niestety nie udało się. Modest ma zbyt wielką władzę nade mną.
- A ja Ciebie, moja mała weganko. - odpowiada i schodzi z pocałunkami coraz niżej po szyi, aż do biustu.
To takie strasznie nieświęte. Teraz jestem z nim, a za kilka godzin będę w białej sukni przyjmowała sakramenty małżeństwa i Eucharystii. Czy to właściwe?

1 komentarz:

  1. Nie bierz tego ślubu Re!
    Akcja coraz bardziej się rozkręca.
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń