niedziela, 11 czerwca 2017

14 - Robbie

Parkuję samochód pod rodzinnym domem. Wyciągam wszystko z bagażnika i wchodzę do środka.
- Robbie, kochanie. - mama ściska mnie od wejścia. - Dobrze, że jesteś. - cmoka mnie w polik i bierze cześć rzeczy. - Chodź, twój pokój nadal na Ciebie czeka. - dodaję i kieruję się na piętro.
Ten sam kolor ścian, ten sam dywan, te same meble. Wszystko jest tak jak to zostawiłem. Siadam na łóżku i chowam twarz w dłonie. Dziś od pożegnania z Reną ciągle płaczę. Nie umiem opanować emocji.
- Hej, co jest? - siostra siada obok mnie.
- Wszystko jest nie tak. Dziewczyna, którą kocham poślubiła dziś innego. - odpowiadam i kładę się na poduszki.
- To musi strasznie boleć... - stwierdza i siada na brzegu. - A ona Cię kocha?
- Nawet nie wiesz jak bardzo... - wzdycham, wpatrując się tępo w sufit.
- To czegoś nie rozumiem... Kocha Cię, a wzięła ślub z innym? - spogląda na mnie zaskoczona.
- To długa historia i zbyt skomplikowana. Może kiedyś Ci ją opowiem. - zbywam ją i zamykam oczy, przywołując do siebie wspomnienie Re.  Moja mała weganka... Moja... Chociaż jest teraz "Panią Irwin".
- Idę już. Zejdź na kolację, okay? - siostra wstaje i wychodzi.
Leżę przed chwilę w ciszy, a następnie zrywam się z miejsca i włączam komputer. Drukuję sobie zdjęcie z Reną i wstawiam do jedynej wolnej ramki, którą potem przytulam mocno do serca. Chcę choć w taki sposób zapełnić tę cholerną pustkę. Przypomina mi się też, iż miałem napisać do Nate'a, gdy będę na miejscu, więc to robię. Zobaczymy jak będzie z próbami Lovesick Riot, przez czas, gdy ja będę leczył swoje złamane serce tu w Torrance. Zbyt wiele się wydarzyło, abym mógł teraz żyć spokojnie w LA. Zbyt mocno cierpię.

Wieczorem schodzę na kolację, chociaż nie jestem głodny. Dobrze zobaczyć rodzinę w komplecie, ale jeszcze lepiej by było, gdyby Rena była teraz przy mnie. Ale jej nie ma. "I'm not okay..." nucę pod nosem, a ojciec spogląda na mnie. Zwykle był oschły dla nas, ale dziś patrzy na mnie z miłością i przejęciem.
- Robbie, widać, że coś cię trapi. Proszę, powiedz nam... - łapie moją dłoń leżącą na stole.
Mrugam kilka razy oczami i zaczynam im opowiadać wszystko. Dzieląc się z nimi tym, robi mi się lżej. Czuję się nieco lepiej, gdy mogę podzielić się z nimi swoim bólem. Nawet te kilka lat rozłąki nie zniszczyły naszych relacji, a wręcz je wzmocniły. Siedząc z rodziną przy posiłku odczuwałem mniejszy smutek i wiedziałem, że tylko przy nich moje życie może wrócić do normy.

Kładę się w swoim łóżku i próbuję zasnąć, ale nie mogę. Ciągle wracam myślami do mojej małej weganki o zastanawiam się co robi. Czy tańczy z Ashtonem albo kimś z gości? Czy może akurat je coś? Albo wyszła na chwilę na balkon czy do łazienki? A może już zniknęła z Ashem w sypialni na noc poślubną, zupełnie zapominając o mnie? Dręczy mnie wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi, a Nate'a nie będę się wypytywał. Obiecałem dać im spokój po ślubie, więc muszę dotrzymać danego słowa. Muszę zapomnieć o Pyrenie Lucrezi.

1 komentarz:

  1. Robbie jest niesamowitym kumplem...
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń