Parkuję
samochód pod rodzinnym domem. Wyciągam wszystko z bagażnika i wchodzę do
środka.
-
Robbie, kochanie. - mama ściska mnie od wejścia. - Dobrze, że jesteś. - cmoka
mnie w polik i bierze cześć rzeczy. - Chodź, twój pokój nadal na Ciebie czeka.
- dodaję i kieruję się na piętro.
Ten
sam kolor ścian, ten sam dywan, te same meble. Wszystko jest tak jak to
zostawiłem. Siadam na łóżku i chowam twarz w dłonie. Dziś od pożegnania z Reną
ciągle płaczę. Nie umiem opanować emocji.
-
Hej, co jest? - siostra siada obok mnie.
-
Wszystko jest nie tak. Dziewczyna, którą kocham poślubiła dziś innego. -
odpowiadam i kładę się na poduszki.
-
To musi strasznie boleć... - stwierdza i siada na brzegu. - A ona Cię kocha?
-
Nawet nie wiesz jak bardzo... - wzdycham, wpatrując się tępo w sufit.
-
To czegoś nie rozumiem... Kocha Cię, a wzięła ślub z innym? - spogląda na mnie
zaskoczona.
-
To długa historia i zbyt skomplikowana. Może kiedyś Ci ją opowiem. - zbywam ją
i zamykam oczy, przywołując do siebie wspomnienie Re. Moja mała weganka... Moja... Chociaż jest
teraz "Panią Irwin".
-
Idę już. Zejdź na kolację, okay? - siostra wstaje i wychodzi.
Leżę
przed chwilę w ciszy, a następnie zrywam się z miejsca i włączam komputer.
Drukuję sobie zdjęcie z Reną i wstawiam do jedynej wolnej ramki, którą potem
przytulam mocno do serca. Chcę choć w taki sposób zapełnić tę cholerną pustkę.
Przypomina mi się też, iż miałem napisać do Nate'a, gdy będę na miejscu, więc
to robię. Zobaczymy jak będzie z próbami Lovesick Riot, przez czas, gdy ja będę
leczył swoje złamane serce tu w Torrance. Zbyt wiele się wydarzyło, abym mógł
teraz żyć spokojnie w LA. Zbyt mocno cierpię.
Wieczorem
schodzę na kolację, chociaż nie jestem głodny. Dobrze zobaczyć rodzinę w
komplecie, ale jeszcze lepiej by było, gdyby Rena była teraz przy mnie. Ale jej
nie ma. "I'm not okay..."
nucę pod nosem, a ojciec spogląda na mnie. Zwykle był oschły dla nas, ale dziś
patrzy na mnie z miłością i przejęciem.
-
Robbie, widać, że coś cię trapi. Proszę, powiedz nam... - łapie moją dłoń
leżącą na stole.
Mrugam
kilka razy oczami i zaczynam im opowiadać wszystko. Dzieląc się z nimi tym,
robi mi się lżej. Czuję się nieco lepiej, gdy mogę podzielić się z nimi swoim
bólem. Nawet te kilka lat rozłąki nie zniszczyły naszych relacji, a wręcz je
wzmocniły. Siedząc z rodziną przy posiłku odczuwałem mniejszy smutek i
wiedziałem, że tylko przy nich moje życie może wrócić do normy.
Kładę
się w swoim łóżku i próbuję zasnąć, ale nie mogę. Ciągle wracam myślami do
mojej małej weganki o zastanawiam się co robi. Czy tańczy z Ashtonem albo kimś
z gości? Czy może akurat je coś? Albo wyszła na chwilę na balkon czy do
łazienki? A może już zniknęła z Ashem w sypialni na noc poślubną, zupełnie
zapominając o mnie? Dręczy mnie wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi, a
Nate'a nie będę się wypytywał. Obiecałem dać im spokój po ślubie, więc muszę
dotrzymać danego słowa. Muszę zapomnieć o Pyrenie Lucrezi.
Robbie jest niesamowitym kumplem...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam na next.