Po
wyjściu z kościoła wpadam do swojego domu po samochód i nieco ubrań i jadę od
razu do domu Robbiego. Dobijam się do drzwi, ale nie otwiera, więc wyciągam ze
schowka w aucie zapasowe kluczyki i wchodzę do środka. Wszędzie jest pusto, nie
ma żadnych jego rzeczy. Wyjechał. Siadam
na podłodze, a po moich polikach spływają łzy. Nagle moją uwagę przykuwa mała
kartka przyczepiona do lustra w korytarzu. Jest na niej zapisany jakiś adres.
Nie wiem czy to wskazówka od niego, czy po prostu to tu zostawił. Zabieram
kawałek kartki i wsiadam do pojazdu. Wpisuję w nawigację te współrzędne i
ruszam. Podróż jest długa, ale mam nadzieję, że spotkam się z nim. Nie
wyobrażam sobie życia bez niego... Nie chcę nawet myśleć, że mógł coś sobie
zrobić.
Po
kilku godzinach w korku i sporym kawałku drogi, zatrzymuję się przed ogromną
posesją. Zerkam na zegarek, jest prawie 9 PM. Dzwonię dzwonkiem przy bramie, a
po chwili wysoka brunetka otwiera mi drzwi.
-
Dobry wieczór. - witam się. - Czy mieszka tu Robbie Picker? - pytam od razu.
-
Tak, to mój brat. Coś się stało? - odpiera, przyglądając mi się. No tak,
przyjechałam w sukni ślubnej.
-
Muszę z nim porozmawiać. Mogę wejść? - patrzę na nią błagalnym wzrokiem.
-
Poszedł spać, ale mogę zerknąć czy rzeczywiście śpi. Proszę, chodź ze mną. -
wpuszcza mnie do domu. - Jesteś Rena, czyż nie? - zagaduje, idąc do schodów.
-
Tak. - potwierdzam i rozglądam się po wnętrzu. Już wiem po kim Robbie
odziedziczył styl.
-
Dużo o Tobie mówił... - rzuca i znika na schodach. - Zaraz będę! - woła i
wchodzi do jednego z pokoi.
Chwilę
później daje mi znak, abym tam poszła. Sama idzie do kuchni.
Niepewnym
krokiem przekraczam próg pokoju i siadam na brzegu łóżka. Robbie leży na
brzuchu, z twarzą w poduszkach i cicho szlocha. Wokół jest pełno zużytych
chusteczek.
-
Hej, kochanie... Nie płacz... - gładzę jego włosy.
-
Nie żartuj sobie. To nie Ty, Rena. - burczy pod nosem, ale jednak się odwraca.
Gdy
nasze spojrzenia się spotykają, jego oczy nagle rozbłyskują, łzy przestają
spływać po jego twarzy, a na ustach gości uśmiech.
-
Rena! - rzuca się na mnie, aż oboje leżymy na miękkich pościelach.
-
Nie wzięłam ślubu. Nie mogłam. Uciekłam. - wyznaję, a on całuje mnie czule. -
Pominę tylko fakt, iż podczas przysięgi powiedziałam do niego Robbie. - dodaję
ze śmiechem.
Picker
także zaczyna się śmiać.
-
Dobra decyzja. Kocham Cię, Ty moja mała weganko. - odpiera i przyciska mnie
jeszcze mocniej do siebie.
-
Też Cię kocham. - szeptam i wpijam się w jego usta.
Całujemy
się namiętnie, a kolejne ubrania lądują na podłodze. Pragnę go tu i teraz. W
końcu możemy swobodnie być razem, gdyż odważyłam się postawić Modestowi.
Nadszedł czas, abym sama decydowała o swoim życiu. A moje życie bez Robbiego
nie istnieje, więc jestem szczęśliwa, że nie muszę ukrywać się z naszą
miłością.
Przepiękne to <3
OdpowiedzUsuńDziś się coś łatwo wzruszam...
Pozdrawiam i czekam na next.