poniedziałek, 12 czerwca 2017

15 - Rena

Po wyjściu z kościoła wpadam do swojego domu po samochód i nieco ubrań i jadę od razu do domu Robbiego. Dobijam się do drzwi, ale nie otwiera, więc wyciągam ze schowka w aucie zapasowe kluczyki i wchodzę do środka. Wszędzie jest pusto, nie ma żadnych jego rzeczy. Wyjechał.  Siadam na podłodze, a po moich polikach spływają łzy. Nagle moją uwagę przykuwa mała kartka przyczepiona do lustra w korytarzu. Jest na niej zapisany jakiś adres. Nie wiem czy to wskazówka od niego, czy po prostu to tu zostawił. Zabieram kawałek kartki i wsiadam do pojazdu. Wpisuję w nawigację te współrzędne i ruszam. Podróż jest długa, ale mam nadzieję, że spotkam się z nim. Nie wyobrażam sobie życia bez niego... Nie chcę nawet myśleć, że mógł coś sobie zrobić.

Po kilku godzinach w korku i sporym kawałku drogi, zatrzymuję się przed ogromną posesją. Zerkam na zegarek, jest prawie 9 PM. Dzwonię dzwonkiem przy bramie, a po chwili wysoka brunetka otwiera mi drzwi.
- Dobry wieczór. - witam się. - Czy mieszka tu Robbie Picker? - pytam od razu.
- Tak, to mój brat. Coś się stało? - odpiera, przyglądając mi się. No tak, przyjechałam w sukni ślubnej.
- Muszę z nim porozmawiać. Mogę wejść? - patrzę na nią błagalnym wzrokiem.
- Poszedł spać, ale mogę zerknąć czy rzeczywiście śpi. Proszę, chodź ze mną. - wpuszcza mnie do domu. - Jesteś Rena, czyż nie? - zagaduje, idąc do schodów.
- Tak. - potwierdzam i rozglądam się po wnętrzu. Już wiem po kim Robbie odziedziczył styl.
- Dużo o Tobie mówił... - rzuca i znika na schodach. - Zaraz będę! - woła i wchodzi do jednego z pokoi.
Chwilę później daje mi znak, abym tam poszła. Sama idzie do kuchni.
Niepewnym krokiem przekraczam próg pokoju i siadam na brzegu łóżka. Robbie leży na brzuchu, z twarzą w poduszkach i cicho szlocha. Wokół jest pełno zużytych chusteczek.
- Hej, kochanie... Nie płacz... - gładzę jego włosy.
- Nie żartuj sobie. To nie Ty, Rena. - burczy pod nosem, ale jednak się odwraca.
Gdy nasze spojrzenia się spotykają, jego oczy nagle rozbłyskują, łzy przestają spływać po jego twarzy, a na ustach gości uśmiech.
- Rena! - rzuca się na mnie, aż oboje leżymy na miękkich pościelach.
- Nie wzięłam ślubu. Nie mogłam. Uciekłam. - wyznaję, a on całuje mnie czule. - Pominę tylko fakt, iż podczas przysięgi powiedziałam do niego Robbie. - dodaję ze śmiechem.
Picker także zaczyna się śmiać.
- Dobra decyzja. Kocham Cię, Ty moja mała weganko. - odpiera i przyciska mnie jeszcze mocniej do siebie.
- Też Cię kocham. - szeptam i wpijam się w jego usta.
Całujemy się namiętnie, a kolejne ubrania lądują na podłodze. Pragnę go tu i teraz. W końcu możemy swobodnie być razem, gdyż odważyłam się postawić Modestowi. Nadszedł czas, abym sama decydowała o swoim życiu. A moje życie bez Robbiego nie istnieje, więc jestem szczęśliwa, że nie muszę ukrywać się z naszą miłością.

1 komentarz:

  1. Przepiękne to <3
    Dziś się coś łatwo wzruszam...
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń