wtorek, 13 czerwca 2017

16 - Nate

Niedzielny poranek po jakże nieudanym ślubie. Spotykamy się wszyscy przy stole: ja, Nia i jej rodzice. Kenny spogląda na mnie z serdecznością, a w oczach Any jest złość. Goście z Modestu mieli z nią wczoraj ostrą wymianę zdań, po tym jak rzuciłem się na tego jednego z pięściami. W każdym razie, teściowa jest na mnie zła, że walczyłem o własną żonę. No cóż, nie wszystko musi być w życiu kolorowo.
- Czy mógłbyś podać mi pomidora? - pyta Ana, patrząc prosto na mnie.
- Proszę bardzo. - podaję jej talerz. - Czy możemy porozmawiać o tym, co wydarzyło się wczoraj?
- Oczywiście. Nawet powinniśmy. - zgadza się Kenny. - Zacznę od tego, że naprawdę Cię podziwiam. Uważam, że jesteś odpowiedni dla Nii. Przy Tobie będzie szczęśliwa i bezpieczna. - mówi kilka pochlebnych słów.
- Przepraszam za wszystko. - wtrąca się Ana. - Byłam tak ślepo zaopatrzona w nich, że zapomniałam o szczęściu dziewczyn. A to one są najważniejsze. - kontynuuje, a ja chwytam jej dłoń.
- Jest dobrze. Najważniejsze, że teraz ze sobą rozmawiamy i jesteśmy na dobrej drodze. - uśmiecham się do niej.
- Dziękuję Ci, Nate. Mam nadzieję, że będziesz już zawsze kochał tę małą kulkę szczęścia. - wskazuje wzrokiem na Ni i wraca do jedzenia śniadania.
- A co z Reną? - do rozmowy włącza się Ni.
- Pojechała za Robbiem. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. - odpiera pan Enea.
- Kochają się, więc na pewno się uda. - zapewniam go i przytulam do siebie żonę.
- Oby. Pasują do siebie. - stwierdza teść i odsuwa od siebie pusty talerz.
Jestem szczęśliwy, że sprawa moja i Nii tak się rozwiązała. Jestem szczęśliwy, że jest blisko i nie muszę już się ukrywać, wchodzić przed okno i robić tych wszystkich głupich rzeczy co do tego momentu.

Popołudniu w naszym domu zjawiają się Rena i Robbie. Uśmiechnięci, wtuleni w siebie. Czyli wszystko jest dobrze.
- Wróciliście! - Nia rzuca się na nich i mocno ściska.
- Miło znów widzieć Was razem. - dołączam się do uścisku.
Po chwili przyłączają się także Ana i Kenny.
- Już starczy. Dusicie. - szepta Re, więc wszyscy się odsuwamy. - Ah, nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa. Mam Robbiego już na zawsze, jestem wolna od Modestu, a Wy chyba mnie rozumiecie? - mówi, idąc z Pickerem za rękę do salonu.
- Oczywiście. I zorganizujemy Wam taki ślub jaki będziecie chcieli. - pan Enea siada obok córki.
- I będziesz mogła mieć taką suknię jaką chcesz. Nawet wegańską z folii. - dorzuca mama i siada u Kenny'ego na kolana.
- Jaka śliczna rodzina... - zachwyca się Nia. - Zróbmy sobie zdjęcie! - z entuzjazmem klaszcze w dłonie i bierze z półki mój aparat.
Ustawia go na wprost, włącza samowyzwalacz i szybko do mnie podbiega, wtulając się mocno. Urządzenie robi kilka ujęć, więc nie będzie żadnych głupich zdjęć, wiszących na ścianie w salonie rodzinnym Morze Enea. Ah, jak dobrze, że w końcu wszystko jest tak jak być powinno.

1 komentarz:

  1. Hej! Czy to już koniec tej historii!?
    Chyba jeszcze epilog się należy, co? ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń