środa, 14 czerwca 2017

Epilog - Rena

Piękny dzień, idealny na ślub. Wszystko jest takie jak chciałam. Wegańska sukienka z folii, skromne dekoracje i mój ukochany przyjaciel.
Poprawiam ostatni raz sukienkę i chwytam się taty pod ramię. W końcu stanę się "Panią Picker". Nadal ciężko mi w to uwierzyć. Tyle razem przeszliśmy, że w końcu nadszedł ten dzień. Po zaręczynach na koncercie Katy Perry, zaczęliśmy wszystko planować.

Gdy nadchodzi czas przysięgi, tym razem nie mylę imienia pana młodego.
- Robbie, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności... - powtarzam za kapłanem, a następnie nakładam pierścionek na palec ukochanego.
Robbie wykonuję tę samą czynność, a następnie całujemy się. Zgromadzeni goście zaczynają klaskać, a my jesteśmy szczęśliwi, że mamy siebie.

Po uroczystej ceremonii jest czas na wesele. Nia kołysze w wózku swoje maleństwo, które urodziło się miesiąc temu, a Nate czule im śpiewa. Są tacy szczęśliwi... Moi rodzice też się cieszą. W końcu nie ma między nami żadnych tajemnic i wszystko jest wspaniale.

Na początku wesela Taylor i Justin przedstawiają przygotowany dla nas wiersz:
"Słońce zachodziło już po niebie,
Los Angeles we własnym żyło tempie.
Robbie tak czule obejmował Renę,
na ich tajemniczym zielonym terenie...
I dotykał tak intymnie...
I całował tak niezmiennie...
I kochał całym sercem,
nie chcąc od życia nic więcej.
A ona?
Tak przez niego tulona,
chciała aby każdy o niej mówił "Pickera żona".
I troszczyła się o niego, mocno kochała,
szczęścia tylko przy nim zaznawała.
I jak w bajkach ich życie się toczyło,
nigdy nic źle się nie skończyło.
Razem zawsze, razem wiecznie,
tak powtarzają sobie od lat te zakochane "gołębie"."
- To było niesamowite. Dziękujemy. - odpowiadam za naszą dwójkę. Trzeba przyznać, że naprawdę cudowny.
Przytulamy się całą czwórką.
Potem Nia i Nate oraz rodzice także mają dla nas niespodzianki. To piękne z ich strony.

Wybija północ. Spoglądam na Robbiego z miłością i ruszam z nim na środek pokroić tort. Mogę się założyć, że to ulubiona część każdego wesela, na którą wszyscy najbardziej czekają.

Gdy cała ceremonia dobiega końca, jedziemy z Robbiem do naszego domu. Zamieszkałam z nim od razu, gdy tylko wróciliśmy z Torrance do LA. Kładziemy się na łóżku i uśmiechamy do siebie.
- Pamiętasz jak obiecywałem Ci, że nie opuszczę Cię aż do ślubu? Teraz zmieniam to i przyrzekam, iż nie opuszczę Cię aż do śmierci, a nawet i po. Kocham Cię, Ty moja mała weganko. - czule mnie całuje.
- Też Cię kocham i jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu jesteś tylko mój, a ja tylko twoja. Tyle na to czekałam, aż w końcu nadszedł ten piękny dzień. Dziękuję, że o nas walczyłeś. - muskam wargami jego usta.
Przy Robbiem czuję się jak w bajce i właśnie tak jest. Pomimo wszelkich trudności, następuje happy end. Piękna księżniczka w końcu bierze ślub ze swoim wymarzonym księciem. Tak jak ukochany nazywa mnie księżniczką, on dla mnie jest księciem. Jest najcenniejszy na świecie i tylko mój.

---
I właśnie tak kończy się to FF...
Długo nie pisałam notek, więc dziś przy Epilogu powiem kilka słów.
To FF pisałam dość krótko, ale jest jednym z najlepszych. Uwielbiam każdy jego wątek, każdego z bohaterów, a najbardziej to jak Robbie nazywa Renę "małą weganką".
Jeśli chodzi o wiersz... Napisałam go na koniec marca, także w wersji anglojęzycznej. Początkowo był oddzielną częścią mojej twórczości, ale gdy pisałam zakończenie tej historii czegoś mi brakowało i tym właśnie był ten wiersz.
Mam nadzieję, że blog się podobał i będziecie czytać kolejny - "Experiment" już od jutra.
XOXO
Wiki R5er

1 komentarz:

  1. Piękne zakończenie jak na tak piękny dzień! :)
    Tyle wspaniałości od rana, że właściwie można powiedzieć, że ta historia znajduje swoje odbicie w rzeczywistości ;)
    Pozdrawiam serdecznie i wpadam od jutra na Experiment z naszym kochanym Robbie'm! :*

    OdpowiedzUsuń