-
Mam już tego dość. - siadam na brzegu łóżka Robbiego.
-
Oj Rena, nie jest chyba tak źle. - odpiera i wstaje, aby przebrać się ze spodni
od piżamy. Niecodziennie wpadam do niego o 6 rano.
-
Jest okropnie. Wczoraj prawie do północy matka męczyła mnie o wybór dekoracji.
- odpowiadam i kładę się na jego poduszki.
-
Myślę, że problem nie leży tylko w dekoracjach. Twoje serce mówi coś innego.
Nie chcesz tego, co? - spogląda na mnie, ubierając koszulkę.
-
Być może... - wzdycham i odwracam się na brzuch.
-
Mała, ze mną możesz być szczera. Jestem po twojej stronie, a nie twojej matki.
- siada obok i gładzi mnie po plecach.
-
Nie chcę o tym mówić. Nie chcę Cię przytłaczać swoimi problemami. - odpieram i
ponoszę na niego wzrok.
-
Chcę Ci pomóc. Nie upieraj się. - także się kładzie i obejmuje mnie ramieniem.
Wtulam
się w niego i przymykam oczy.
-
Okay, nie chcę tego ślubu. - wyznaję, patrząc mu w oczy.
-
I kochasz kogoś innego, co? - pyta, a ja nie wiem co mam odpowiedzieć.
-
Może... - zbywam go.
-
A ja chyba wiem kogo... - muska moje wargi swoimi. Jego kolczyki są tak
cholernie podniecające.
Wskakuję
na niego i ponawiam pocałunki. Czuję jego palce pod moją bluzką, gdy szuka
zapięcia od stanika, którego nie noszę.
-
Poczekaj. Nie powinniśmy. To tylko przyjaźń. - odsuwam go kawałek.
-
Święta racja. Ale wiedz, że jeśli chcesz, Robbie czeka. - rzuca ze śmiechem i
zabiera dłonie.
-
Albo wiesz co? Tego mi teraz potrzeba. - ściągam mu koszulkę i zaczynam całować
namiętnie.
-
Jesteś pewna? Odwrotu nie będzie. - chwyta moją twarz w dłonie.
-
Tak, choć to niewegańskie. - załączam ponownie nasze usta.
Kolejne
ubrania lądują na podłodze. Czuję jego bliskość i jest mi dobrze, choć mam
pewne wątpliwości, bo chciałam czekać aż do ślubu, ale Robbie... Nie umiem mu
się oprzeć. To nie pierwszy raz, gdy odsuwam od siebie wszelkie wątpliwości i
oddaję się jemu cała. Być może jest on dla mnie kimś więcej niż tylko
przyjacielem.
Wracam
do domu na obiad.
-
Gdzieś Ty była tyle czasu? Mieliśmy wybrać dekoracje. - mama Ana jest wyraźnie
zła.
-
Przepraszam. Musiałam się przejść. - kłamię i siadam przy stole. - Więc... Od
czego zaczynamy? - udaję zainteresowanie.
Moja
mama nigdy nie była za Robbiem. Zawsze wszystko na złość. Ona jedno, on drugie.
Od kiedy tylko się pojawił w moim życiu powiedziała, że ma się trzymać z daleka
ode mnie i nigdy nie będzie dla mnie kimś więcej niż przyjacielem.
-
Dekoracje samochodu. Ashton proponuje takie. - pokazuje mi delikatne białe
kwiatki. Nie wiem co to dokładnie jest, bo nie przypomina ani róży, ani innych
ślubnych kwiatów.
-
Mogą być. Skromnie i dobrze. - zgadzam się byle mieć to za sobą.
-
Okay, a teraz sala. - bierze katalog do ręki i ogląda ze mną. Stara się być
opanowana, nie tak jak wczoraj.
-
Tylko nie beżowe dekoracje! - oburzam się, gdy pokazuje mi wybór rodziny Irwin.
Ci ludzie totalnie nie mają wyczucia stylu. - Lepiej będzie coś podobnego do
dekoracji auta. - dodaję i biorę do ręki inny katalog.
Nudzi
mnie to strasznie, ale nie mogę inaczej. Kontrakt, który podpisaliśmy z
Modestem zobowiązuje nas do wypełniania wszystkich zleceń. Początkowo to były
zwykłe wyjścia np. na koncert, pizzę, ale potem… Zaczęli wymagać coraz więcej,
aż w końcu padło hasło "ślub".
-
Może takie? - mama pokazuje mi śliczne białe orchidee, z lekkimi prześwitami
różu na płatkach.
-
Śliczne. Powinny pasować. - odpieram i wstaję od stołu. - Wszystko?
-
Tak. W przyszłym tygodniu masz przymiarkę sukni, bo już za miesiąc ceremonia. -
odpowiada i bierze do ręki telefon. - Mam jeszcze trochę do załatwienia, tak
się pospieszyli. - dodaje i wychodzi.
Idę
do pokoju Nii i chcę z nią porozmawiać. Jako siostra powinna mnie wspierać.
-
Przeszkadzam? - kukam do pomieszczenia.
-
Nie. Nate tylko naprawia mi laptopa. - odpiera z uśmiechem. - Siadaj. -
wskazuje na miejsce obok siebie.
-
Jak tam przygotowania do ślubu, Rena? - odzywa się Sais, przerywając na chwilę
pracę.
-
Jakoś tam idą. Z małym oporem, ale idą. - stwierdzam ze smutkiem. Zdecydowanie
nie chcę tego ślubu i to, iż wszystko szykujemy na ostatnią chwilę to tylko
moja wina.
-
Ah… My z Nią to już od trzech tygodni po… - mówi, a ja spoglądam na nich
zdziwiona. Nic nam nie mówili.
-
Serio? - pytam z niedowierzaniem.
Od
kiedy tylko się poznali mieli ze sobą na pieńku. Oboje perkusiści, oboje
uparci… Nie było dnia bez kłótni o byle drobiazg… A teraz? Teraz są
małżeństwem!
-
Tak. Nate oświadczył mi się jeszcze nim ostatnio jechałyśmy w trasę, a ślub
wzięliśmy trzy tygodnie temu podczas naszego urlopu w Paryżu.
-
Paryż? Romantycznie. - rzucam ze śmiechem.
Sama
mam dobre wspomnienia z Paryżem. Właśnie wtedy tak bardzo zbliżyłam się do
Robbiego. Niby to był tylko jeden pocałunek pod Wieżą Eiffla, ale jednak. To
był mój pierwszy pocałunek, ale nie to czyni go magicznym. Do tej pory nie
umiem zapomnieć. Ten błysk w jego oczach, jego ramiona obejmujące mnie mocno i
te usta… Zapieramy się, aby to było coś więcej niż przyjaźń, ale serc nie
umiemy oszukać.
-
Wiem. Moje słoneczko jest takie kochane… - Ni cmoka chłopaka w polik.
-
Zastanawia mnie tylko czemu ze sobą nie mieszkacie… - kontynuuję temat. Wolę
słuchać o czyimś życiu, niż mówić o swoim.
-
Nie? Nie zauważyłaś nic? - siostra wstaje i otwiera szafę. Ma w niej pełno
ubrań, także Saisa.
-
To czemu nikt o tym nie wie? Przecież Nate wraca na noc do siebie… - nie umiem
tego zrozumieć.
-
Wychodzi drzwiami i wraca oknem. Nie po to jest pod moim oknem drewniana
drabina na róże… - Ni odpiera zadowolona. Oni to są pomysłowi.
---
Dziś przenosimy się w romantyczne klimaty... do długo wyczekiwanego przez Rikeroholic momentu, tego "niewegańskiego aktu" jak to nazywa.
Obiecuję, że w następnym rozdziale niemniej emocji oraz kolejny nowy bohater!
XOXO
Wiki R5er
Super. Byli wszyscy, których lubię. Nijka moja kochana *-*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.