sobota, 3 czerwca 2017

6 - Robbie

Po wyjściu Reny postanawiam trochę ogarnąć swój dom. Ta mała weganka potrafi zajrzeć w każdy kąt i zrobić wszędzie bałagan tylko dlatego, że szuka czegoś wegańskiego. Czasami się zastanawiam, czy nadal ma rozum, skoro szuka jedzenia nawet w łazience.
- Robbie, otwórz! - słyszę głośne dobijanie się do drzwi.
Otwieram je i widzę swoją matkę. Przez dobre kilka lat od kiedy opuściłem Torrance, aby grać z zespołem, nie odzywała się do mnie. Być może ja też zawiniłem… Czasami zachowuję się jak niewychowany szczeniak, ale wiem, że Patricia Picker nigdy się na mnie nie gniewa.
- Mamo? Co tu robisz? - pytam, wpuszczając ją do środka.
- Chcę wszystko naprawić, synku. - oznajmia, łapiąc mnie za dłoń.
- Nie jest za późno? - spoglądam na nią, zabierając rękę i siadając na sofie.
- Nigdy nie jest, Robbie. - przysiada się obok i spogląda na mnie z miłością jak w dzieciństwie.
Doskonale pamiętam jak bardzo mnie kochała. Ojciec trzymał w domu porządek, mama troszczyła się o nas. Wiele razy, gdy coś mi w życiu nie wychodziło, mogłem na nią liczyć. Nawet, gdy ukończyłem szkołę dbała o mnie i kochała. Codziennie rano czekało na mnie pożywne śniadanie, obiad i kolacja. Zawsze moje rzeczy były czyste, wyprane, wyprasowane. Teraz, gdy patrzymy sobie prosto w oczy, wiem, że skopałem sprawę. Powinienem pamiętać, aby odezwać się na święta, urodziny lub tak zwyczajnie. Powinienem okazywać więcej wdzięczności za to, że żyję i jestem takim człowiekiem jakim jestem. Powinienem powtarzać jej jak bardzo ją kocham, zwierzać się ze wszystkiego i  najważniejsze, po prostu przy niej być.
- Myślę, że ja też zawiniłem. - przyznaję się do błędu. - Cieszę się, że jesteś, mamo. - cmokam ją w policzek i wtulam w nią głowę.
Pojawiła się w najtrudniejszym momencie mojego życia. Teraz, gdy dziewczyna, którą kocham całym sercem, ma wyjść za innego. Teraz, gdy muszę wspierać Nate’a w jego skomplikowanej sytuacji. Teraz, gdy najbardziej jej potrzebuję.
- Chciałam Cię zobaczyć, tak po prostu. - delikatny głos matki dociera do moich uszu, a jej dłonie głaszczą mnie po głowie. - Chciałam choć trochę czasu spędzić z moim synem. Tęsknota to najgorsze zło świata. - dodaje i cmoka mnie w czoło.
- Tęsknota i nieodwzajemniona miłość. - poprawiam ją. Moje myśli ciągle krążą wokół Reny. Dziś rano była tak blisko, a za miesiąc będzie tak daleko, będzie żoną Ashtona.
- Chcesz się wygadać? - pyta. Doskonale mnie zna.
- Potrzebuję tego. Zbyt wiele się ostatnio wydarzyło… - zaczynam jej opowiadać wszystko od początku, od dnia, gdy poznałem Renę.

Wieczorem przygotowuję mamie miejsce do spania w pokoju gościnnym. Zostaje ze mną na weekend. Gdy rodzicielka zasypia, udaję się do swojej sypialni i kładę na łóżku. Pościele pachną Re. Oddałbym wszystko, aby mieć ją teraz przy sobie. Układam się wygodniej na poduszkach, przymykam oczy i widzę ją. Przed oczyma mam wydarzenia z dzisiaj. To jak w jednej chwili z grymasu uśmiechnęła się szczerze. To jak nasze usta się stykały. To wszystko. Przypomina mi się każdy jej dotyk, każdy śmiech, westchnienie czy spojrzenie. Wiem, że nie powinienem jej kochać, ale nie umiem. Moje serce należy tylko do niej i nic tego nie zmieni, choćbym do końca życia miał być kawalerem z psami. Nigdy nie pokocham nikogo innego, bo to ta mała weganka jest całym moim światem i żadna dziewczyna poza nią się nie liczy.

1 komentarz:

  1. Fajnie opisane relacje Robbiego z mamą.
    A ostatnie zdanie "Ta malutka weganka..." - ja płaczę ;-;
    Buziaki i czekam na jutro.

    OdpowiedzUsuń