Po
wyjściu Reny postanawiam trochę ogarnąć swój dom. Ta mała weganka potrafi
zajrzeć w każdy kąt i zrobić wszędzie bałagan tylko dlatego, że szuka czegoś
wegańskiego. Czasami się zastanawiam, czy nadal ma rozum, skoro szuka jedzenia
nawet w łazience.
-
Robbie, otwórz! - słyszę głośne dobijanie się do drzwi.
Otwieram
je i widzę swoją matkę. Przez dobre kilka lat od kiedy opuściłem Torrance, aby
grać z zespołem, nie odzywała się do mnie. Być może ja też zawiniłem… Czasami
zachowuję się jak niewychowany szczeniak, ale wiem, że Patricia Picker nigdy
się na mnie nie gniewa.
-
Mamo? Co tu robisz? - pytam, wpuszczając ją do środka.
-
Chcę wszystko naprawić, synku. - oznajmia, łapiąc mnie za dłoń.
-
Nie jest za późno? - spoglądam na nią, zabierając rękę i siadając na sofie.
-
Nigdy nie jest, Robbie. - przysiada się obok i spogląda na mnie z miłością jak
w dzieciństwie.
Doskonale
pamiętam jak bardzo mnie kochała. Ojciec trzymał w domu porządek, mama troszczyła
się o nas. Wiele razy, gdy coś mi w życiu nie wychodziło, mogłem na nią liczyć.
Nawet, gdy ukończyłem szkołę dbała o mnie i kochała. Codziennie rano czekało na
mnie pożywne śniadanie, obiad i kolacja. Zawsze moje rzeczy były czyste,
wyprane, wyprasowane. Teraz, gdy patrzymy sobie prosto w oczy, wiem, że
skopałem sprawę. Powinienem pamiętać, aby odezwać się na święta, urodziny lub
tak zwyczajnie. Powinienem okazywać więcej wdzięczności za to, że żyję i jestem
takim człowiekiem jakim jestem. Powinienem powtarzać jej jak bardzo ją kocham,
zwierzać się ze wszystkiego i
najważniejsze, po prostu przy niej być.
-
Myślę, że ja też zawiniłem. - przyznaję się do błędu. - Cieszę się, że jesteś,
mamo. - cmokam ją w policzek i wtulam w nią głowę.
Pojawiła
się w najtrudniejszym momencie mojego życia. Teraz, gdy dziewczyna, którą
kocham całym sercem, ma wyjść za innego. Teraz, gdy muszę wspierać Nate’a w
jego skomplikowanej sytuacji. Teraz, gdy najbardziej jej potrzebuję.
-
Chciałam Cię zobaczyć, tak po prostu. - delikatny głos matki dociera do moich
uszu, a jej dłonie głaszczą mnie po głowie. - Chciałam choć trochę czasu
spędzić z moim synem. Tęsknota to najgorsze zło świata. - dodaje i cmoka mnie w
czoło.
-
Tęsknota i nieodwzajemniona miłość. - poprawiam ją. Moje myśli ciągle krążą
wokół Reny. Dziś rano była tak blisko, a za miesiąc będzie tak daleko, będzie
żoną Ashtona.
-
Chcesz się wygadać? - pyta. Doskonale mnie zna.
-
Potrzebuję tego. Zbyt wiele się ostatnio wydarzyło… - zaczynam jej opowiadać
wszystko od początku, od dnia, gdy poznałem Renę.
Wieczorem
przygotowuję mamie miejsce do spania w pokoju gościnnym. Zostaje ze mną na
weekend. Gdy rodzicielka zasypia, udaję się do swojej sypialni i kładę na
łóżku. Pościele pachną Re. Oddałbym wszystko, aby mieć ją teraz przy sobie.
Układam się wygodniej na poduszkach, przymykam oczy i widzę ją. Przed oczyma
mam wydarzenia z dzisiaj. To jak w jednej chwili z grymasu uśmiechnęła się
szczerze. To jak nasze usta się stykały. To wszystko. Przypomina mi się każdy
jej dotyk, każdy śmiech, westchnienie czy spojrzenie. Wiem, że nie powinienem
jej kochać, ale nie umiem. Moje serce należy tylko do niej i nic tego nie
zmieni, choćbym do końca życia miał być kawalerem z psami. Nigdy nie pokocham
nikogo innego, bo to ta mała weganka jest całym moim światem i żadna dziewczyna
poza nią się nie liczy.
Fajnie opisane relacje Robbiego z mamą.
OdpowiedzUsuńA ostatnie zdanie "Ta malutka weganka..." - ja płaczę ;-;
Buziaki i czekam na jutro.