Wracam
do swojego domu. Spędziłem cały dzień pomagając Renie w wyborze sukni i
akcesoriów ślubnych. Tak bardzo nie chcę, aby wyszła za Ashtona. Co prawda nic
nie mogę zrobić, gdyż codziennie utwierdza mnie w przekonaniu, iż to tylko
przyjaźń.
Pamiętam
dzień, gdy uświadomiłem sobie, że czuję do niej coś więcej.
Piękny
sierpniowy wieczór, tuż przed wyjazdem z trasę. Lovelis leżała z głową na moich
kolanach, na stole stały puste kieliszki po winie, a w tle leciał Bon Jovi i
najnowszy album "Burning Bridges". Rena uśmiechała się do mnie, a ja
bawiłem się jej dopinkami. Wiele ludzi jej z tego powodu dokuczało, ale mi się
podobały.
-
Myślisz, że kiedyś kogoś pokocham? - spytała, podnosząc się nieco.
-
Nie wiem... To musi być ktoś odpowiedni. Jako twój najlepszy kumpel muszę dbać
o Ciebie. - poprawiłem zsuwające się jej ramiączko od bluzki i podnoszącą się
spódniczkę.
-
Kochany. - cmokła mnie w policzek i wstała. - Powinnam wracać do siebie. -
stwierdziła, biorąc ze stołu swój telefon.
-
Późno, zostań. - zaproponowałem, chwytając ją za ręce.
-
Zgoda. Ale rano przygotujesz mi wegańskie śniadanie. - odparła i ruszyła
biegiem po schodach do łazienki. - A na początek... Przyjacielski prysznic! -
zawołała tylko.
Nate
śmiał się z tego jak to potoczyło się dalej. Prysznic w ubraniach, zero seksu i
Rena śpiąca w mojej bluzce. Choć przez pewien moment liczyłem ma coś więcej
między nami, cieszyłem się, że tak to się potoczyło. Ona była wtedy jeszcze
taka malutka, bo w kwietniu miała siedemnastkę, a ja jestem od niej o ponad 4
lata starszy. Nie chciałem nalegać. Chciałem i nadal pragnę tylko tego, aby
jeśli mi się odda, oddała się z miłości.
Budzę
się wczesnym rankiem, ale w dobrym nastroju. Śniła mi się Rena. Braliśmy ślub.
Niesamowity sen. Wstaję z lóżka i idę do kuchni zjeść coś na szybko, gdy nagle
słyszę swój telefon. Nie patrząc kto to, odbieram i kontynuuję szykowanie
posiłku.
-
Możemy się spotkać? - pyta Lovelis.
-
Pewnie. O jedenastej w naszej ulubionej knajpce? - proponuję i przez nieuwagę
rozcinam sobie palec, klnąc pod nosem.
-
Okay. Coś się stało? - słyszę jej głos.
-
Wszystko w porządku. Po prostu… Nic takiego. To do jedenastej. - zbywam ją i
wyciągam z szuflady plaster.
Zaklejam
ranę i kończę śniadanie. Zaczynam się szykować do wyjścia. Re bardzo nie lubi,
gdy ktoś jest niepunktualny.
Zatrzymuję
auto pod knajpką i wchodzę. Uśmiechnięta dziewczyna czeka już przy stoliku,
choć do 11 jest jeszcze kilka minut.
-
Cześć. - cmokam ją w policzek na powitanie.
-
Hej. - odpiera i zaczesuje włosy za ucho. - Jesteś moim przyjacielem, więc
chyba mi pomożesz. Potrzebuję twojej porady. - mówi od razu po co chciała się
spotkać.
-
Okay. Postaram się. - zgadzam się.
W
tym momencie podchodzi do nas kelner, aby odebrać zamówienie. Prosimy więc o
dwie lemoniady grapefruitowe i kontynuujemy temat.
---
Siemka!
Drugi dzień we Wrocławiu i jest fajnie.
Naprawdę lubię dzisiejszy rozdział - poznajemy uczucia Robbiego od razu, a nie jak to w wielu typowych FF bywa dopiero pod koniec.
Specjalnie dla Was zdjęcie ślicznej Reny - fotki z Wrocławia pojawią się pewnie w weekend, bo późno wracam.
XOXO
Wiki R5er

Coś czuję, że polubię rozdziały Robbie'm :)
OdpowiedzUsuńTo typ romantyka!
Pozdrawiam i czekam na next.