- Nie! - protestuje moja
matka Ana, widząc kolejny wybór.
- Ale mamo, taka jest śliczna!
- odwracam się twarzą do niej.
- Ale nie na twój ślub. -
odpiera i pochodzi do mnie.
- A na czyj? - wtrąca się moja
siostra Nia.
- No... Po prostu nie dla
niej. Nie spodoba się Ashtonowi. - odpowiada i ogląda
kolejne sukienki.
- Mamo! To mi ma się podobać! -
robię nadąsaną minę, zakładając ręce na
piersi.
- Przepraszam, że się wtrącam,
ale pani Ano, Rena ma rację. Jeśli będzie się źle
czuła w sukni, to ślub nie będzie
udany. - Robbie, mój najlepszy przyjaciel staje po mojej stronie.
- Dzięki
Robbie. Chociaż Ty mnie rozumiesz. - uśmiecham
się do
niego i jeszcze raz spoglądam w lustro.
Długa do ziemi,
rozkloszowana suknia, z ogromem tiuli, z sercowatym dekoltem, typu księżniczka.
Może i
jest śliczna, ale też nie do
końca mi
pasuje.
- Powinnaś
wyeksponować nogi. - Picker staje za mną, lekko
unosząc dół sukni.
- A Ty zacząć tu
pracę. - rzucam ze śmiechem.
- Idę przymierzyć następną.
Tym razem do kolan, z
folii, w 100% wegańska. Góra koronkowa, plecy wolne, dół
rozkloszowany.
Pokazuję się znów
im.
Rodzice i Nia koniecznie
musieli tu przyjść: matka, bo to pierwszy ślub jej
malutkiej córeczki; tata, bo za to płaci; Nia, bo potrzebuje sukni, aby być świadkową.
Natomiast Robbie ma dać opinię ze strony męskiej,
tak aby spodobała się panu młodemu.
- O nie! - matka
podchodzi do mnie i łapie za materiał. - To jest folia! Zbyt wiele widać! Nie!
- patrzy na mnie załamana.
Trzecia godzina
przymiarek i nadal nic nie wybrałyśmy.
- Mnie tam się
podoba. - rzuca Picker, rozsiadając się wygodniej na krześle.
- Ja tu w głowę dostanę! Po co
się
godziłaś na ten ślub!? Modest, nie Modest, po co!? - tata
Kenny podrywa się z miejsca.
- Tego ode mnie wymagają. Tak było w mojej umowie. - odpowiadam
spokojnie.
- Jakoś Nii i
Calumowi nie kazali! - upiera się przy swoim.
- Jeszcze tato, jeszcze.
- Nia kładzie mu rękę na ramieniu. - Tak właściwie,
to najpierw stwierdzili, że Ashton weźmie ślub.
Podobno większy rozgłos, mniejsza drama. - dodaje i spogląda na
mnie. - Zobacz następną.
Znów się
przebieram. Podobna do poprzedniej, do kolan, z koronkową górą,
wolnymi plecami i tiulami u dołu. Coś typu letnia beza.
- I jak? - pytam, a
Robbie macha dłonią i kręci głową na "nie".
- Jest idealna! - mama
chwyta mnie za dłoń i obraca. - Będziesz
najpiękniejszą panną młodą! - cmoka mnie w polik.
Ojciec zerka na cenę i
łapie się za głowę.
- Czemu powiedziałem, że za to
zapłacę...? - mruczy pod nosem.
- Ej, za salę i
limuzynę płaci Modest.
- prostuję sprawę.
Ostatecznie zgadzam się na ich
wybór. Teraz tylko dopasować dodatki i można
odliczać dni.
---
Witam serdecznie z pociągu do Wrocławia!
Myślę, że to musi być jakaś tradycja - rok temu, gdy jechałam z klasą do Warszawy wystartował blog "A little bit of love will change your life". Dziś w pierwszy dzień wycieczki oficjalnie rozpoczynam FF "I nie opuszczę Cię aż do ślubu". Mam nadzieję, że przypadnie Wam ono do gustu i zostaniecie na dłużej.
XOXO,
Wiki R5er
Już lubię Robbiego! Jest taki... Słodki :)
OdpowiedzUsuńI Kenny z Aną też wymiatają!
Pozdrawiam i czekam na next.