wtorek, 30 maja 2017

2 - Robbie

Wracam do swojego domu. Spędziłem cały dzień pomagając Renie w wyborze sukni i akcesoriów ślubnych. Tak bardzo nie chcę, aby wyszła za Ashtona. Co prawda nic nie mogę zrobić, gdyż codziennie utwierdza mnie w przekonaniu, iż to tylko przyjaźń.
Pamiętam dzień, gdy uświadomiłem sobie, że czuję do niej coś więcej.
Piękny sierpniowy wieczór, tuż przed wyjazdem z trasę. Lovelis leżała z głową na moich kolanach, na stole stały puste kieliszki po winie, a w tle leciał Bon Jovi i najnowszy album "Burning Bridges". Rena uśmiechała się do mnie, a ja bawiłem się jej dopinkami. Wiele ludzi jej z tego powodu dokuczało, ale mi się podobały.
- Myślisz, że kiedyś kogoś pokocham? - spytała, podnosząc się nieco.
- Nie wiem... To musi być ktoś odpowiedni. Jako twój najlepszy kumpel muszę dbać o Ciebie. - poprawiłem zsuwające się jej ramiączko od bluzki i podnoszącą się spódniczkę.
- Kochany. - cmokła mnie w policzek i wstała. - Powinnam wracać do siebie. - stwierdziła, biorąc ze stołu swój telefon.
- Późno, zostań. - zaproponowałem, chwytając ją za ręce.
- Zgoda. Ale rano przygotujesz mi wegańskie śniadanie. - odparła i ruszyła biegiem po schodach do łazienki. - A na początek... Przyjacielski prysznic! - zawołała tylko.
Nate śmiał się z tego jak to potoczyło się dalej. Prysznic w ubraniach, zero seksu i Rena śpiąca w mojej bluzce. Choć przez pewien moment liczyłem ma coś więcej między nami, cieszyłem się, że tak to się potoczyło. Ona była wtedy jeszcze taka malutka, bo w kwietniu miała siedemnastkę, a ja jestem od niej o ponad 4 lata starszy. Nie chciałem nalegać. Chciałem i nadal pragnę tylko tego, aby jeśli mi się odda, oddała się z miłości.

Budzę się wczesnym rankiem, ale w dobrym nastroju. Śniła mi się Rena. Braliśmy ślub. Niesamowity sen. Wstaję z lóżka i idę do kuchni zjeść coś na szybko, gdy nagle słyszę swój telefon. Nie patrząc kto to, odbieram i kontynuuję szykowanie posiłku.
- Możemy się spotkać? - pyta Lovelis.
- Pewnie. O jedenastej w naszej ulubionej knajpce? - proponuję i przez nieuwagę rozcinam sobie palec, klnąc pod nosem.
- Okay. Coś się stało? - słyszę jej głos.
- Wszystko w porządku. Po prostu… Nic takiego. To do jedenastej. - zbywam ją i wyciągam z szuflady plaster.
Zaklejam ranę i kończę śniadanie. Zaczynam się szykować do wyjścia. Re bardzo nie lubi, gdy ktoś jest niepunktualny.

Zatrzymuję auto pod knajpką i wchodzę. Uśmiechnięta dziewczyna czeka już przy stoliku, choć do 11 jest jeszcze kilka minut.
- Cześć. - cmokam ją w policzek na powitanie.
- Hej. - odpiera i zaczesuje włosy za ucho. - Jesteś moim przyjacielem, więc chyba mi pomożesz. Potrzebuję twojej porady. - mówi od razu po co chciała się spotkać.
- Okay. Postaram się. - zgadzam się.
W tym momencie podchodzi do nas kelner, aby odebrać zamówienie. Prosimy więc o dwie lemoniady grapefruitowe i kontynuujemy temat.

---
Siemka!
Drugi dzień we Wrocławiu i jest fajnie.
Naprawdę lubię dzisiejszy rozdział - poznajemy uczucia Robbiego od razu, a nie jak to w wielu typowych FF bywa dopiero pod koniec.
Specjalnie dla Was zdjęcie ślicznej Reny - fotki z Wrocławia pojawią się pewnie w weekend, bo późno wracam. 
XOXO
Wiki R5er

1 komentarz:

  1. Coś czuję, że polubię rozdziały Robbie'm :)
    To typ romantyka!
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń