środa, 31 maja 2017

3 - Rena

- Nadal nie jestem przekonana. - stwierdzam i upijam łyk lemoniady grapefruitowej.
- Powiedz Ashtonowi o tym. - radzi mi Robbie, posyłając serdeczny uśmiech.
Siedzimy w naszej ulubionej knajpce, a słońce zaczyna chować się za chmurami.
- Tak myślisz? Martwię się, wiesz jak to jest z Modestem. - odpieram, mieszając napój słomką.
- Nie martw się. Jeśli chcesz mogę wybrać się z Tobą. Zawsze możesz na mnie liczyć. - chwyta moją rękę.
- Dziękuję. - szeptam i ściskam jego dłoń.

Pod wieczór wracam do domu nieco mokra, gdyż padało, a ja spacerowałam z Pickerem. Rodzice siedzą w kuchni i kłócą się o mój ślub. Przez tą jedną rzecz tyle sporów. Ojciec nie jest zadowolony z naszego wyboru, a matkę irytuje jego narzekanie. No i pozostaje też kwestia dodatków. Wybrałam wianek, zamiast welonu czy korony, jak rodzicielka się upierała, i do tego srebrne sandałki na obcasach, a nie białe jak chciała. Oczywiście, we wszystkim poparł mnie Robbie. Bez niego to chyba byłaby totalna porażka.
- Już jestem. - oznajmiam, zaglądając do kuchni.
- To dobrze. Modest chce znać twoje zdanie na temat dekoracji. - wskazuje na stos przeróżnych katalogów.
- Jutro to zrobię. Jestem zmęczona. - ziewam. Byłam z Robbiem w knajpce, pomagałam Lovesick Riot w studiu, a potem poszłam na długi spacer.
- Nie Rena. Dziś chcą odpowiedź. - matka ze złością w głosie, rzuca przede mnie pierwszy z magazynów. - Na początek dekoracje samochodu. Popatrz. - otwiera go i wskazuje na białe różyczki. - Takie były by na masce, a takie... - przesuwa palcem po papierze. - Przy klamkach.
- Nie. Zbyt dużo. - odrzucam tę opcję.
- To może takie? - przerzuca kilka stron i pokazuje bladomalinowe różyczki z kryształkami.
- Za bogato. - odpieram znudzona.
Kolejne kilka opcji także nie przypada mi do gustu. Ten cały ślub mi się nie podoba.

Po ponad dwóch godzinach walki, matka odpuszcza mi i stwierdza, że może rano będę w lepszym humorze.
Kładę się na łóżku już w halce do spania i sprawdzam jeszcze portale społecznościowe. Dużo stron, magazynów itp. pisze o moim nadchodzącym ślubie. Fani 5SOS narzekają, ale gorsza drama jest zawsze z Calumem i Nią. Podobno chcemy się na nich przez to wybić, a to nie prawda. Nam pasuje tak jak jest, ale Modest jak zwykle ma swoje zdanie. Moją uwagę przykuwa fanart. Urocza Ultravioleterka narysowała mnie i Robbiego. Z wielką chęcią dałabym jej polubienie czy komentarz, ale oczywiście Modest by tego nie pochwalił. Ciągle tylko Modest, Modest i Modest. Najchętniej to kontrolowaliby każdy mój ruch. Podsyłam rysunek Pickerowi i czekam co on na to powie. Ta fanka myśli jak większość fandomu. Ci co oglądają od czasu do czasu nas na Snapchatcie, mają podejrzenia co do tego, iż jesteśmy parą, ale to tylko przyjaźń. Dobra, silna przyjaźń. Robbie jest ważny w moim życiu, jednak pewne okoliczności sprawiają, że to tylko najlepszy przyjaciel.

wtorek, 30 maja 2017

2 - Robbie

Wracam do swojego domu. Spędziłem cały dzień pomagając Renie w wyborze sukni i akcesoriów ślubnych. Tak bardzo nie chcę, aby wyszła za Ashtona. Co prawda nic nie mogę zrobić, gdyż codziennie utwierdza mnie w przekonaniu, iż to tylko przyjaźń.
Pamiętam dzień, gdy uświadomiłem sobie, że czuję do niej coś więcej.
Piękny sierpniowy wieczór, tuż przed wyjazdem z trasę. Lovelis leżała z głową na moich kolanach, na stole stały puste kieliszki po winie, a w tle leciał Bon Jovi i najnowszy album "Burning Bridges". Rena uśmiechała się do mnie, a ja bawiłem się jej dopinkami. Wiele ludzi jej z tego powodu dokuczało, ale mi się podobały.
- Myślisz, że kiedyś kogoś pokocham? - spytała, podnosząc się nieco.
- Nie wiem... To musi być ktoś odpowiedni. Jako twój najlepszy kumpel muszę dbać o Ciebie. - poprawiłem zsuwające się jej ramiączko od bluzki i podnoszącą się spódniczkę.
- Kochany. - cmokła mnie w policzek i wstała. - Powinnam wracać do siebie. - stwierdziła, biorąc ze stołu swój telefon.
- Późno, zostań. - zaproponowałem, chwytając ją za ręce.
- Zgoda. Ale rano przygotujesz mi wegańskie śniadanie. - odparła i ruszyła biegiem po schodach do łazienki. - A na początek... Przyjacielski prysznic! - zawołała tylko.
Nate śmiał się z tego jak to potoczyło się dalej. Prysznic w ubraniach, zero seksu i Rena śpiąca w mojej bluzce. Choć przez pewien moment liczyłem ma coś więcej między nami, cieszyłem się, że tak to się potoczyło. Ona była wtedy jeszcze taka malutka, bo w kwietniu miała siedemnastkę, a ja jestem od niej o ponad 4 lata starszy. Nie chciałem nalegać. Chciałem i nadal pragnę tylko tego, aby jeśli mi się odda, oddała się z miłości.

Budzę się wczesnym rankiem, ale w dobrym nastroju. Śniła mi się Rena. Braliśmy ślub. Niesamowity sen. Wstaję z lóżka i idę do kuchni zjeść coś na szybko, gdy nagle słyszę swój telefon. Nie patrząc kto to, odbieram i kontynuuję szykowanie posiłku.
- Możemy się spotkać? - pyta Lovelis.
- Pewnie. O jedenastej w naszej ulubionej knajpce? - proponuję i przez nieuwagę rozcinam sobie palec, klnąc pod nosem.
- Okay. Coś się stało? - słyszę jej głos.
- Wszystko w porządku. Po prostu… Nic takiego. To do jedenastej. - zbywam ją i wyciągam z szuflady plaster.
Zaklejam ranę i kończę śniadanie. Zaczynam się szykować do wyjścia. Re bardzo nie lubi, gdy ktoś jest niepunktualny.

Zatrzymuję auto pod knajpką i wchodzę. Uśmiechnięta dziewczyna czeka już przy stoliku, choć do 11 jest jeszcze kilka minut.
- Cześć. - cmokam ją w policzek na powitanie.
- Hej. - odpiera i zaczesuje włosy za ucho. - Jesteś moim przyjacielem, więc chyba mi pomożesz. Potrzebuję twojej porady. - mówi od razu po co chciała się spotkać.
- Okay. Postaram się. - zgadzam się.
W tym momencie podchodzi do nas kelner, aby odebrać zamówienie. Prosimy więc o dwie lemoniady grapefruitowe i kontynuujemy temat.

---
Siemka!
Drugi dzień we Wrocławiu i jest fajnie.
Naprawdę lubię dzisiejszy rozdział - poznajemy uczucia Robbiego od razu, a nie jak to w wielu typowych FF bywa dopiero pod koniec.
Specjalnie dla Was zdjęcie ślicznej Reny - fotki z Wrocławia pojawią się pewnie w weekend, bo późno wracam. 
XOXO
Wiki R5er

poniedziałek, 29 maja 2017

1 - Rena

- Nie! - protestuje moja matka Ana, widząc kolejny wybór.
- Ale mamo, taka jest śliczna! - odwracam się twarzą do niej.
- Ale nie na twój ślub. - odpiera i pochodzi do mnie.
- A na czyj? - wtrąca się moja siostra Nia.
- No... Po prostu nie dla niej. Nie spodoba się Ashtonowi. - odpowiada i ogląda kolejne sukienki.
- Mamo! To mi ma się podobać! - robię nadąsaną minę, zakładając ręce na piersi.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale pani Ano, Rena ma rację. Jeśli będzie się źle czuła w sukni, to ślub nie będzie udany. - Robbie, mój najlepszy przyjaciel staje po mojej stronie.
- Dzięki Robbie. Chociaż Ty mnie rozumiesz. - uśmiecham się do niego i jeszcze raz spoglądam w lustro.
Długa do ziemi, rozkloszowana suknia, z ogromem tiuli, z sercowatym dekoltem, typu księżniczka. Może i jest śliczna, ale też nie do końca mi pasuje.
- Powinnaś wyeksponować nogi. - Picker staje za mną, lekko unosząc dół sukni.
- A Ty zacząć tu pracę. - rzucam ze śmiechem. - Idę przymierzyć następną.
Tym razem do kolan, z folii, w 100% wegańska. Góra koronkowa, plecy wolne, dół rozkloszowany.
Pokazuję się znów im.
Rodzice i Nia koniecznie musieli tu przyjść: matka, bo to pierwszy ślub jej malutkiej córeczki; tata, bo za to płaci; Nia, bo potrzebuje sukni, aby być świadkową. Natomiast Robbie ma dać opinię ze strony męskiej, tak aby spodobała się panu młodemu.
- O nie! - matka podchodzi do mnie i łapie za materiał. - To jest folia! Zbyt wiele widać! Nie! - patrzy na mnie załamana.
Trzecia godzina przymiarek i nadal nic nie wybrałyśmy.
- Mnie tam się podoba. - rzuca Picker, rozsiadając się wygodniej na krześle.
- Ja tu w głowę dostanę! Po co się godziłaś na ten ślub!? Modest, nie Modest, po co!? - tata Kenny podrywa się z miejsca.
- Tego ode mnie wymagają. Tak było w mojej umowie. - odpowiadam spokojnie.
- Jakoś Nii i Calumowi nie kazali! - upiera się przy swoim.
- Jeszcze tato, jeszcze. - Nia kładzie mu rękę na ramieniu. - Tak właściwie, to najpierw stwierdzili, że Ashton weźmie ślub. Podobno większy rozgłos, mniejsza drama. - dodaje i spogląda na mnie. - Zobacz następną.
Znów się przebieram. Podobna do poprzedniej, do kolan, z koronkową górą, wolnymi plecami i tiulami u dołu. Coś typu letnia beza.
- I jak? - pytam, a Robbie macha dłonią i kręci głową na "nie".
- Jest idealna! - mama chwyta mnie za dłoń i obraca. - Będziesz najpiękniejszą panną młodą! - cmoka mnie w polik.
Ojciec zerka na cenę i łapie się za głowę.
- Czemu powiedziałem, że za to zapłacę...? - mruczy pod nosem.
- Ej, za salę i limuzynę płaci Modest. - prostuję sprawę.
Ostatecznie zgadzam się na ich wybór. Teraz tylko dopasować dodatki i można odliczać dni.

---
Witam serdecznie z pociągu do Wrocławia!
Myślę, że to musi być jakaś tradycja - rok temu, gdy jechałam z klasą do Warszawy wystartował blog "A little bit of love will change your life". Dziś w pierwszy dzień wycieczki oficjalnie rozpoczynam FF "I nie opuszczę Cię aż do ślubu". Mam nadzieję, że przypadnie Wam ono do gustu i zostaniecie na dłużej.
XOXO,
Wiki R5er